2000-12-01 00:00:00
Linkin Park
2 lata i 600 kil

Pod koniec października ukazała się ich debiutancka płyta. Wydała ją firma znana i uznana. O tym, jak do tego doszło, i innych sprawach rozmawiamy z wokalistą Chesterem Benningtonem.

– Wiem, że jeszcze zanim wypłynęliście na szersze wody, mieliście sporą rzeszę fanów w sieci. Jak to się zaczęło?
– Wszyscy interesowaliśmy się bardzo Internetem. Zaczęliśmy bywać w różnego rodzaju chatroomach, na różnych stronach WWW. Później zrobiliśmy swoją własną stronę. Wrzuciliśmy tam do ściągnięcia trochę plików mp3. Stopniowo to się rozkręciło.
– Czy to wszystko rzeczywiście wam pomogło?
– Oczywiście. W dzisiejszych czasach jeśli nie ma cię w Internecie i jeśli nie pojawiasz się w różnego rodzaju chatroomach – nie będziesz miał dobrego odbioru. Poza tym musisz po prostu pracować dwa razy ciężej. Zostaje ci jedynie koncertowanie i jeśli dobrze pójdzie – radio. Przed podpisaniem kontraktu mieliśmy fanów w Holandii, Szwajcarii, w innych częściach Europy i Ameryki. W zasadzie docierały do nas sygnały z całego świata. Tak więc Internet odegrał wielką rolę w naszym sukcesie.
– Co w takim razie powiesz na temat zamieszania z plikami mp3 i wymianą nagrań za pośrednictwem Napstera?
– Napster to jedna z rzeczy, które nam pomogły. Uważam, że to świetna sprawa. To dobre miejsce dla fanów. W obecnych czasach ceny płyt są bardzo wysokie i jedyną możliwością sprawdzenia, czy coś warto kupić, jest właśnie Internet. Poza tym... co to za różnica, jeśli ktoś ściąga nagrania z sieci, a inny przegrywa je od kogoś z płyty? Często dostajemy informacje od fanów, że ściągnęli z sieci wszystkie nasze nagrania i bardzo im się podobają, i dlatego teraz chcą kupić sobie płytę. Widać więc, że darmowa muzyka w sieci nie robi nam wcale krzywdy, a wręcz przeciwnie – bardzo nam pomaga.
– Ponieważ wasza muzyka jest mieszanką różnych stylów, powiedz, w jakiej przegródce w sklepie umieściłbyś CD Linkin Park.
– Myślę, że zrobilibyśmy specjalne miejsce i nazwalibyśmy to Mixed Media. Wielu ludzi mówi o nas, że jesteśmy kapelą grającą rap i rock. Ale myślę, że można znaleźć więcej elementów i stylów w naszej muzyce. Nie jesteśmy jedynie zespołem raprockowym.
– Trafiłeś do Linkin Park jako ostatni i jesteś jedynym muzykiem spoza Kalifornii. Jak doszło do twej współpracy z zespołem?
– A, to ciekawa historia. Jestem w biznesie muzycznym od dziesięciu lat. Wprawdzie nigdy nie doszedłem do poziomu, na jakim jestem teraz z Linkin Park, ale wiodło mi się całkiem dobrze. W rezultacie okazało się, że mamy wspólnych znajomych. Mój stary prawnik z poprzedniej kapeli zaczął pracować dla Linkin Park. W pewnym momencie opuścił ich wokalista i zaczęli szukać kogoś nowego, kto mógłby zapewnić profesjonalny poziom kapeli. Któregoś dnia zadzwonił przyjaciel, o którym już wspominałem. Powiedział: „Wiesz, jest kapela, są całkiem dobrzy, nie wiem dokładnie, czy ci się to spodoba, ale mam przeczucie, że mogą zajść daleko”. Tego samego dnia dostałem taśmę demo, do której dograłem wokale i potem puściłem to chłopakom przez telefon... Było OK. To było dwa lata temu, dzielił nas wtedy dystans sześciuset mil.

Tekst w całości ukazał się w numerze "TR" z grudnia 2000 (112).

GRZEGORZ K KLUSKA
powrót do listy
archiwum
|
prenumerata
|
redakcja
|
newsletter
|
regulamin
|
kontakt/reklama
|
about us
2006 Orange Media s.c. Wszelkie prawa zastrzeżone
projekt: madonet