
2009/08/01
Down, Jack Daniels Overdrive
2009/06/22
Kraków
Studio
Kto widział koncert Down rok temu w Stodole, ten krakowskiego występu odpuścić nie mógł. Choć w Warszawie dały o sobie znać pewne niedoskonałości, przeżycie było niezwykłe. Naturalność, drapieżność i energia rzadko występujące u innych grup.
W Studio muzycy zagrali idealnie, tylko trochę krótko. Zaczęli tak jak sobie wymarzyłem, miażdżącym Lysergic Funeral Procession, tuż po intro (Supertzar Black Sabbath). Wcześniej rewelacyjnie wkomponował się w klimat support – katowicki, stonerowo-thrashowy Jack Daniels Overdrive. Obok własnych utworów, jak The Art Of Demolition wykonał Hendrixowskie Purple Haze. Podobało się. Wracając do Down... Jako drugi – Path z ostatniej płyty. Niczego nie brakuje, Philip Anselmo w znakomitej formie, z niemal całkowicie ogoloną głową – wygląda groźnie. Rytualnie wspomina Dimebaga przed Lifer. Publiczność szaleje, nieustanny crowd surfing, a wokalista nakręca entuzjazm, niemal każdemu wpadającemu do fosy przybija piątkę. Przy N.O.D. z tłumu rozlega się gromkie „napierdalać”. Wśród muzyków Down konsternacja, lecz gdy wytłumaczono im w czym rzecz, kiwają głowami z uznaniem. The power of the riff compels me - to zapowiedź Jimmy’ego Bowera przed The Seed - nas też. Napięcie nie siada przy Loosing All i On March The Saints. Jednak każą zapewniać, że nie mamy dość, że nie jesteśmy zmęczeni. Nic z tych rzeczy. W okolicach Ghost Along The Mississippi i fenomenalnego Eyes Of The South w pełnej okazałości podziwiamy potężny brzuchol Kirka Windsteina. Gitarzysta chciał się odwdzięczyć obnażając przyrodzenie Anselmo - nie wyszło. Ale bezsprzecznie największą atrakcją koncertu było wykonanie przejmującego i mocarnego Nothing In Return (Walk Away). Wszyscy głęboko przeżywają, tańczą niczym w transie. Jakby tego było mało, za wstęp do genialnej kompozycji posłużył mroczny fragment Dazed And Confused Zeppelinów. Żadnego z tych utworów nie grali w Warszawie, był za to Jail, generalnie zmian w setliście poczynili sporo. I dobrze, chociaż wypadło cudowne Temptation Wings... Następnym razem może będzie nam dane usłyszeć takie Where I’m Going? Oby jak najszybciej! Ale póki co na publiczność w Studio czekały jeszcze bisy. Jako pierwszy Stone The Crow z przeszywającymi solówkami Kirka Windsteina i Peppera Keenana. Kolejny numer poprzedziło swoiste referendum. Chyba jednogłośnie wytypowano Bury Me In Smoke. Nastąpiła tradycyjna wymiana instrumentów, za gitarę chwyciła tajemnicza niewiasta, o której jedni mówili, że to siostra Phila, inni, że dziewczyna. I jeszcze raz refren Walk Away. Sama końcówka to wykonane a cappella zajawki Whole Lotta Love i Stairway To Heaven oraz bitwa o kostki gitarzystów...
ŁUKASZ WEWIÓR
powrót do listy 









