2010/01/01
Alice In Chains
2009/11/25
Warszawa
Stodoła
fot: Bartek Koziczyński
5, 4, 3, 2, 1... Od odliczania na ekranie, jak przed starym filmem, zaczął się koncert Alice In Chains. Drugi w naszym kraju. Na pierwszym (2006, Spodek, Katowice), nie byłem, ale słyszałem że wypadł średnio. W warszawskiej Stodole zupełnie co innego. Miazga. Świetna płyta Black Gives Way To Blue zapewnia solidną bazę repertuarową i daje muzykom pewność siebie.
Właściwie to poziom Dirt, utwory z obu albumów słusznie dominowały na setliście. Zaczęli od pakietu rzeczy starszych: Rain When I Die, Them Bones Dam That River... Niedługo potem przenieśliśmy się w teraźniejszość: Your Decision Check My Brain. Dwaj panowie równorzędnie przy mikrofonie – poszczególne kawałki różniły się głównie proporcją wokalnych udziałów. Numer jeden – William DuVall. W chwilach, gdy nie śpiewał, chwytał za gitarę i całkiem nieźle sobie radził, dał nawet odlotową solówkę, taką z pocieraniem o statyw itp. Oszczędzając pochwał walorom głosowym, nadmienię że stylowo też wyglądał (jak rocker z lat 70., z afro na głowie i w dzwonowatych spodniach) i się ruszał (nóżka na odsłuchu to norma). Jerry Cantrell w porównaniu jawił się jako osobnik spokojniejszy – największą ekstrawagancją było zapalenie papierosa i wykonanie sola bez wypuszczania rzeczonego z rąk.
Przyglądało się temu wszystkiemu z zachwytem 2 tysiące osób, klub był maksymalnie wypełniony. Druga strona też wyglądała na zadowoloną: It’s the best crowd on fucking tour – stwierdził na przykład Mike Inez, wzruszony zbiorowym odśpiewaniem Rooster (zamykającego koncert). A Sean Kinney, po oderwaniu od perkusji, dorzucił jeszcze, że muszą wrócić do fucking Poland, bo przyjazd raz na 20 lat (widać wymazał z pamięci poprzedni) to zdecydowanie zbyt mało... Czekamy.
BARTEK KOZICZYŃSKI
powrót do listy
archiwum
|
prenumerata
|
redakcja
|
newsletter
|
regulamin
|
kontakt/reklama
|
about us
2006 Orange Media s.c. Wszelkie prawa zastrzeżone
projekt: madonet